Kurasz.
Od zawsze w domu się
mówiło o Kuraszu. Tam mieszkała moja Babcia z Dziadkiem, tam się
urodził Tata.
W mojej wyobraźni istniał
Kurasz jako miejsce, gdzie ludzie mieszkali w wielkim drewnianym
domu, gdzie były konie i psy. Niedaleko płynął Horyń.
W ustach Babci nazwa tej
rzeki brzmiała śpiewnie, a gardłowe „H” słychać było prawie jak
„G”.
Dom był duży i spokojny,
ale za płotem świat stawał się niebezpieczny. Nie raz słyszałem
opowieść jak zimą, wśród śniegów, tuż za ogrodzeniem wilki
„zarżnęły” klacz. Innym razem opowiadał Tato o zmyślnej suce
imieniem Nora, która potrafiła niezbyt kulturalnym gościom ściągać
czapki z głów. Najbardziej znana opowieść dotyczyła pewnej
niedzieli, gdy domownicy wybrali się do kościoła w pobliskiej
Bereźnicy i nie chcieli ze sobą wziąć z sobą mojego ojca –
wówczas kilkuletniego. Tato nigdy nie lubił gdy ktoś mu dyktował,
co ma robić, więc odczekawszy chwilę dosiadł konia i na oklep
pojechał za nimi. Największy problem był z wdrapaniem się na
wierzchowca...
W Kuraszu głową rodziny
był mój pradziadek, Józef Fabiański.
Pradziadek był
administratorem dóbr hrabiego Kaszowskiego, właściciela majątku
Kurasz. W internecie można znaleźć nieco informacji na temat
dawnego Kurasza:
Majątek
należał w XVI w do Montowtów, w 1631 znalazł się w rękach
Andrzeja Firleja, od którego przejął go jego zięć - łowczy
wołyński Andrzej Kaszowski. Kaszowscy założyli tu na początku
XIX w. park stworzony przez słynnego wołyńskiego ogrodnika -
Dionizego Miklera, wtedy też wybudowano klasycystyczną kaplicę w
kształcie rotundy. W rękach Kaszowskich Kurasz pozostawał do II
wojny światowej. Mieszkali oni w piętrowym budynku zwanym
"skarbcem", w którym przed I wojną światową rodzina
gromadziła kolekcję dzieł sztuki (rozgrabiona w l. 1914-1920).
W
zbiorach Instytutu Sztuki PAN zachowały się fotografie wykonane w
1929 roku w Kuraszu przez
S.Bochinga.
To zapewne "skarbiec", tu mieszkali Kaszowscy.
Kaplica.
Wnętrze kaplicy.
Kapliczka w parku.
Budowla w parku. W dali widać Horyń i (chyba) zarys kościoła w Dąbrowicy.
Dzisiaj po tych zabytkach
nie ma śladu. Zniknęły z powierzchni ziemi w latach czterdziestych
dwudziestego wieku. W tym samym czasie zniknęło z tych terenów
wielu Polaków zamordowanych przez Ukraińców.
Moi bliscy mieli
szczęście. Dziadek Marian z rodziną wyjechali z Kurasza w roku
1934, przenieśli się w kieleckie, do Samsonowa.
Wujku, czy Ty także widzisz podobieństwo Józefa Fabiańskiego do Kuby?:) Bardzo ciekawy blog, pozdrawiam - Ewa
OdpowiedzUsuńno tak, te trochę skośne oczka:)
OdpowiedzUsuń