W dniu 28.02.2012
napisałem na blogu: „O Filipinie i Antonim nie wiem właściwie
nic”
Minęło niespełna
półtora roku. Co wiem dzisiaj?
Antoni Janiszewski urodził
się szesnastego maja 1858 roku w Przeworsku, w domu pod numerem 137.
Poród przyjmowała akuszerka, Katarzyna Harsche. Niemowlę ochrzcił
ksiądz Marceli Misiągiewicz trzynastego czerwca tegoż roku, w
kościele pod wezwaniem Ducha Świętego (dzisiejsza Bazylika). Matką
chrzestną była Michalina Wysocka, żona Karola Wysockiego. Ojciec
chrzestny to poczmistrz (odpowiednik dzisiejszego kierownika urzędu
pocztowego) Antoni Misiągiewicz. Patronami Antoniego na drogę
życiową mieli być św. Antoni z Padwy (13 czerwca to jego święto)
i św. Jan Nepomucen. W akcie chrztu imiona podano po łacinie:
Antonius de Padua Joannes Nepomucen. Rodzicom chrzestnym asystowali
Aleksander Tarłowski i Rozalia Kotarska, żona Jana Kotarskiego.
Wszystkie te informacje są
w akcie chrztu. Nie miałem problemu z ich odczytaniem – ksiądz
Marceli Misiągiewicz miał ładny i staranny charakter pisma.
W wieku niespełna trzech
lat mały Antoś zyskał siostrę. W dniu siódmego lutego 1861 roku
urodziła się Maria (właściwie Marianna – tak jest w akcie
chrztu). Niestety w tym samym roku, dziewiątego sierpnia oboje
stracili ojca.
Dzieciństwo i młodość
bez ojca zapewne nie były łatwe. Ale jakieś wykształcenie, w
miarę przyzwoite Antoni uzyskał. Ożenił się z Franciszką
Maruszczakowską, córką Gabriela i Leokadii z domu Horwat. Gdzie i
kiedy? Tego nie wiem, być może w Wiśniowczyku, gdzie 31.III.1893
r. przyszła na świat ich pierwsza córka, Zofia. Potem, 30.IX.1895
r. urodził im się syn, Marian – mój Dziadek. Ale to już było w
Kozowej, niedaleko Brzeżan. Druga córka, Jadwiga urodziła się w
miejscowości Dobromil, 27.I.1900 r.
Państwo Janiszewscy
zmieniali więc miejsce zamieszkania dość często. Dlaczego?
Zapewne chodziło o pracę. Kim był z zawodu Antoni? W akcie chrztu
syna Mariana, w rubryce „conditio” dotyczącej rodziców, przy
nazwisku Antoniego wpisano „scriba”. Był więc kimś w rodzaju
urzędnika, pisarza. Bardzo możliwe, że był wtedy pisarzem u
notariusza, Władysław Lewickiego. W akcie chrztu Mariana jako
ojciec chrzestny widnieje właśnie on – c.k. notariusz Władysław
Lewicki (Lenicki, Lanicki? - nie jestem całkowicie pewien, czy
dobrze odczytałem).
W początku XX wieku
rodzina Janiszewskich mieszkała już w Sanoku. Antoni pracował jako
urzędnik, buchalter w Fabryce Wagonów. Poza pracą uczestniczył w
życiu społecznym – był członkiem Towarzystwa Gimnastycznego
„Sokół”
A tak wyglądał – tu na
fotografii z synem, Marianem, około 1905 roku.
Antoni Janiszewski umarł
27.X.1910 roku, mając 52 lata. Przyczyną śmierci była zapewne
jakaś ciężka choroba, w akcie zgonu wpisano „marasmus”, co
oznacza wyniszczenie.
Z Przeworska do Sanoka
jest niespełna dziewięćdziesiąt kilometrów. Dojechałem tam
przed godziną czternastą. Administracja cmentarza była jeszcze
czynna. Już wcześniej wiedziałem, że istnieje księga pochówków
a w niej wpisy dotyczące Antoniego i Filipiny. Teraz mogłem je
sfotografować.
Nie łudziłem się, że
odnajdę grób Antoniego – minęło przecież ponad sto lat. Grób
nawet jeśli był, mógł być zarośnięty. Napisy mogły być
zatarte. A najpewniej w miejscu pochówku Antoniego mógł leżeć
już ktoś inny.
Spacerowaliśmy po
nekropolii razem z panią z administracji cmentarza w ogromnym upale.
Pokazała mi gdzie ewentualnie mogłaby być poszukiwana mogiła i
rozstaliśmy się. Wyciągnąłem aparat i zacząłem robić zdjęcia,
gdy nagle usłyszałem – „Znalazłam! Znalazłam Antoniego !!”
Nie da się ukryć,
wzruszyłem się, gdy stanąłem nad grobem mojego Pradziadka. Nie
liczyłem na to i tym większa była moja radość. Mogiła skromna,
na betonowym postumencie wmurowana niewielka, metalowa tablica.
Napisy czytelne i nie pozostawiające wątpliwości – to On!
Pani z administracji stała
się ofiarą mojego wzruszenia, bo zarobiła buziaka w policzek.
Należy jej się wielkie podziękowanie!
W zasadzie wystarczyłby
mi grób Antoniego, ale przecież trzy lata po nim, na tym cmentarzu
pochowano jego matkę, Filipinę Janiszewską.
Trudno uwierzyć, ale i
ten grób istnieje!!! Moja Praprababka leży kilka metrów od swojego
syna!
Ale sam tego grobu nie
odnalazłem. Pomogła mi pani, dzięki której mogiła Antoniego
Janiszewskiego od kilku lat jest utrzymywana w bardzo dobrym stanie.
Bardzo, bardzo dziękuję!
Na grobie Filipiny
Janiszewskiej rośnie las paproci. Napisy na metalowej tabliczce są
już trochę niewyraźne ale i one dają pewność, kto tu leży...
Jeszcze niedawno oni oboje
byli dla mnie „tylko” znanymi z imienia i nazwiska przodkami.
Teraz, gdy stopniowo Ich odkrywałem, gdy wiem o Nich dużo, dużo
więcej, gdy znalazłem się w miejscach w których i Oni przebywali
– stali mi się po prostu bliscy. Przecież cząstka ich jest we
mnie. I biologicznie i duchowo też...
Więc jeśli mogłem
stanąć nad ich grobami i pomodlić się – to czegóż chcieć
więcej?
Dzień dobry,
OdpowiedzUsuńz ciekawością przeczytałem Pańskiego bloga. Moje poszukiwania również skupiają się w podobnych okolicach na Podkarpaciu i na Wołyniu. Czy mógłbym się z Panem skontaktować mailowo? Być może w trakcie swoich poszukiwań natrafił Pan przypadkiem i na osoby z mojej rodziny ... Chodzi mi zwłaszcza o okolice Włodzimierca, czy Cepcewicz ...
pozdrawiam
Janusz
Proszę podać tutaj kontakt do siebie, mogę przekazać Panu brakujący dokument o Antonim Janiszewskim z 1910 roku.
OdpowiedzUsuń