środa, 3 lipca 2013

Przeworsk - wyjazd drugi - 20.06.2013



Nieoceniony Pan Stanisław Markowski z kancelarii parafialnej w Przeworsku odszukał kolejne dokumenty. W księdze zaślubin odnalazł akt małżeństwa Wiktora Janiszewskiego i Filipiny Rychter – Pelikańczyk, a w księdze zapowiedzi wpisy dotyczące zapowiedzi tychże. Oto zapowiedzi :




Ten zapis zawiera nowe dla mnie informacje.Do tej pory nie znałem imienia matki Wiktora – to Marcjanna, z domu Majewska. Dopisałem Szacowną Antenatkę do drzewa genealogicznego. Imię ojca – Franciszek – znałem już wcześniej, z przekazu Ciotki Marii Adamczykowej.
Nie wiedziałem też, gdzie urodził się Wiktor. W księdze wpisano Miżeniec – cyrkuł Przemyski, poprawna, obecna nazwa to Miżyniec – dziś Ukraina, bardzo blisko polskiej granicy. Adres zamieszkania Wiktora – Przeworsk, dom nr 137. Wiek pana młodego 37 ½ roku.
Kolejna nowość – miejsce urodzenia Filipiny Rychter. To Kozowa niedaleko Brzeżan, czyli ta sama miejscowość, gdzie później urodzi się wnuk Filipiny, a mój Dziadek, Marian Janiszewski. Filipina przed małżeństwem mieszkała w Budach Przeworskich (obecnie to już Przeworsk), w domu nr 17.
Wiek panny młodej 23 1/2 roku

Narzeczeni wykazali się metrykami chrztu dnia 8 stycznia 1857, a zapowiedzi miały miejsce w trzy kolejne niedziele stycznia – 11, 18 i 25.

Akt ślubu:


"Jako ja Ojciec Franciszek Richter córce mojej małoletniej Filipinie na związek małżeński z Wiktorem Janiszewskim zezwalam na to się przy świadkach podpisuję" - i tu własnoręczny podpis:
"Franciszek Pelikańczyk Rychter ojciec".
W jednym zdaniu pojawiają się dwa brzmienia nazwiska, najpierw Richter, potem Rychter – chyba to drugie jest właściwe, w końcu tak napisał sam zainteresowany.
A ciekawe, że dwudziestotrzyletnia panna uważana była za małoletnią i potrzebowała do małżeństwa zgodę ojca...
Pod aktem zawarcia małżeństwa podpisani są dwaj księża – proboszcz parafii p.w. Ducha Świętego w Przeworsku, kanonik wiedeński Ludwik Boczkowski, oraz dziekan i proboszcz parafii w Niepołomicach, Józef Kutrzeba. Przypuszczam, że proboszcz z Niepołomic był znajomym, lub krewnym którejś z rodzin – pana młodego, lub panny młodej i stąd jego obecność.

Świadkami byli: znany nam już poczmistrz Antoni Misiągiewicz, oraz Antoni Grocholski, zastępca Skarbu Łańcut.

Grocholscy to bardzo znana i bardzo rozgałęziona rodzina. Na stronie jej poświęconej o Antonim pisze się tak:

"Rafał Antoni Grocholski - żona Izabela Wysocka. Na podstawie tradycyi rodzinnej jego potomków i osobistych informacyi nam udzielonych, nie popartych wszakże dotychczas żadnymi dokumentami, notujemy, co następuje:
Po powstaniu 1831 r., zmuszony emigrować, Antoni Grocholski znalazł się w Galicyi, gdzie z czasem został administratorem czy pełnomocnikiem, Hr. Potockich z Łańcuta. Poślubił Izabelę z Wysockich, z którą przemieszkiwał z Żołyni czy Rakszawie, niedaleko Łańcuta. Zmarł w podeszłym wieku wkrótce po 1875 roku. Z małżeństwa wspomnianego miał sześciu synów i jedną córkę, mianowicie: Stefana, Zdzisława, Stanisława, Romana, Władysława, Augusta i Antoninę."

Jeden z synów Antoniego Grocholskiego, Stanisław urodził się tego samego roku co Antoni Janiszewski. Był znanym i cenionym malarzem. Jego obrazy znajdują się w zbiorach w Monachium; Muzeum Narodowe w Krakowie posiada obraz Śmierć sieroty; w dawnej galerii m. Lwowa znajdował się obraz Śmierć Ofelii.

Garść informacji o malarzu zaczerpnięta z internetu:

"Grocholski Stanisław (1858-1932), malarz. Ur. 6 VI jako syn Antoniego i Izabeli z Wysockich, w Żołyni koło Łańcuta. Ojciec jego przybył po r. 1831 z Wołynia do Galicji i znalazł pracę w dobrach łańcuckich Potockiego. Grocholski rozpoczął studia w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie, pod kierunkiem Matejki, po czym wyjechał do Paryża, gdzie pozostawał w pracowni Bonnata. Późniejsze studia w Akademii w Monachium pod kierunkiem prof. Aleksandra Wagnera wpłynęły decydująco na charakter malarstwa Grocholskiego. Grocholski należał do wybitniejszych przedstawicieli malarstwa monachijskiego. Malował wnętrza chat chłopskich, przedstawiając rozgrywające się w nich życie codzienne, jak wesela, odpusty, choroby, bójki, Żydów zaś często przy modlitwie.
W 1901 r. wyjechał artysta do Ameryki i osiadł w Buffalo, gdzie zmarł 26 II 1932 r."



                                               Stanisław Grocholski - Śmierć sieroty


Zaślubiny Wiktora i Filipiny odbyły się 31 stycznia 1857 r. Półtora roku później przyszedł na świat Antoni, cztery lata później – Maria, a pół roku po jej narodzinach Wiktor Janiszewski już nie żył.

Zapytałem Pana Markowskiego o miejsce ewentualnego pochówku Wiktora. Nie miał dla mnie dobrych wiadomości. Najstarszy przeworski cmentarz nie istnieje. Został "zlikwidowany" w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Zlikwidowany, to znaczy zrównany z ziemią, bez żadnego szacunku dla znajdujących się tam szczątków ludzkich. W jego miejscu dziś funkcjonuje dom kultury...

Istniejąca do dziś nekropolia założona została w 1866 roku. Wniosek jest jasny. Wiktor zmarł w roku 1861, więc musiał być pochowany na starym cmentarzu. Odwiedziłem cmentarz istniejący i rzeczywiście - najstarsze nagrobki pochodzą z końca wieku XIX i początków wieku XX.

Potem wybrałem się do Muzeum w Przeworsku. Muzeum mieści się w dawnym pałacu Lubomirskich.
Lubomirscy byli pracodawcami – może Franciszka, ojca Wiktora, a na pewno Jana Kantego Janiszewskiego - dziadka Wiktora.

Tak o Janie Kantym pisze w swoim tekście Maria z Janiszewskich Adamczykowa (siostra Wiktora):

"Jan Kanty ur.1747 zarządzał kluczem przeworskim będącym własnością Ks.Zofii z Krasińskich Lubomirskiej – potem miał w dzierżawie wieś Halakówkę, ożenił się z Apolonią Hełczyńską, córką generalnego zarządcy Ks. Czartoryskich..."

Na parterze muzeum, na jednej ze ścian, wśród wielu innych wisi ta fotografia:




Podpis pod nią brzmi:

"Rodzina Markiewiczów – rzeźników
zamieszkałych przy ul.Bernardyńskiej 3

Antoni Markiewicz, żona Ewa, matka żony
Katarzyna Strutyńska – dyplomowana akuszerka"

No i proszę – nie wiem jak wyglądała Maria, córka Wiktora Janiszewskiego, ale wiem jak wyglądała kobieta, która odbierała jej poród. W akcie chrztu akuszerka Katarzyna Strutyńska jest wymieniona z imienia i nazwiska...

Poprzednim razem w Przeworsku było zimno, lał deszcz. Teraz panował skwar. Tylko w Bazylice chłód, spokój i cisza.

Tego samego dnia wybrałem się jeszcze do Sanoka.



1 komentarz:

  1. Dzień dobry. Bardzo ciekawe wiadomości na Pana blogu. Odezwę się po zalogowaniu.

    OdpowiedzUsuń