Opowieści Cioci Krysi -
część druga
Tak wyglądał Ludwik
Fabiański
A tu Ludwik (pierwszy z
lewej) w czasach zapewne jeszcze przedmałżeńskich. Jak widać
młodzież męska od wieków przejawia podobne zainteresowania.
Tu w mundurze
Ludwik Fabiański, jako
żołnierz otrzymał 17 ha ziemi w Adolfowie. Oto akt nadania
Adolfów zamieszkiwali
wyłącznie Polacy, domyślam się, że byli to osadnicy wojskowi.
Ludwik Fabiański miał dom, duży sad, był na jego ziemi także
niewielki staw. Wszystko to stworzył sam. Ziemi miał na tyle dużo,
że bez kłopotów utrzymywał rodzinę. Siła robocza była tania,
ukraińscy chłopi pracowali na niej za grosze. Nieliczni z nich
mieli własną ziemię, pozostali byli skazani na pracę w większych
lub mniejszych majątkach – polskich. Mieszkali w chałupach bez
podłóg, razem ze zwierzętami gospodarskimi – tak opisuje Ciocia
jeden z takich domów w którym była z matką, by kupić prosiaka.
Oto zdjęcie ze ślubu
Ludwika Fabiańskiego ze Stefanią Świrydenko.
Mama panny młodej była
bardzo przeciwna temu małżeństwu. Rodzina Fabiańskich nie
cieszyła się, oględnie mówiąc, jej sympatią. Ciocia Krysia
opisała ją jako „pobożną mniszkę”. Takiej osobie nie mógł
się spodobać Ludwik Fabiański spędzający czas z kolegami tak,
jak to widzimy powyżej. W akcję przeciwdziałania małżeństwu
został włączony święty Antoni. Do figury tegoż świętego był
wysyłany przez matkę ze świecami brat Stefanii, Gabriel
Świrydenko. Młody Gabriel zamiast pielgrzymować do świętego,
wyrzucał świece za płotem no i Antoni nie zajął się sprawą –
małżeństwo zostało zawarte.
W roku 1929 jako pierwsze
w rodzinie Ludwika, urodziły się bliźniaczki – Danuta i
Krystyna, później, jeszcze przed wojną ich brat – także – jak
ojciec – Ludwik. Po urodzeniu dziewczynek, Gabriel poinformował
matkę ( znaną nam jako „pobożną mniszkę”), że przyszły na
świat dwa potworki. Ich ojciec stwierdził, że nie ma racji, że
dziewczynki są śliczne. Zgadzam się z Ludwikiem.
Tu na zdjęciu bliźniaczki
Tu z bratem
A tu bliźniaczki w
strojach komunijnych
To zdjęcie tuż sprzed
wojny, z ostatniego okresu spokojnego życia.
Po wkroczeniu wojsk
sowieckich we wrześniu 1939 roku wszystko się zmieniło. Ludwik
ukrywał się w obawie przed NKWD , a Stefania z dziećmi znalazła
się w Dąbrowicy, gdzie bliźniaczki chodziły do szkoły. I właśnie
w szkole kazano dziewczynkom powiadomić matkę, żeby się zgłosiła
do organów bezpieczeństwa. Matka przyszła do szkoły i wtedy
szybciutko kazano jej zabrać syna i wszyscy trafili do transportu. A
gdzie ten transport skierowano? Oczywiście na wschód...W ostatniej
chwili, zupełnie dobrowolnie dołączył do nich jeszcze Ludwik.
Zesłańcy trafili do
obozu Kruticha w Reżewskim Rejonie, w obwodzie Swierdłowskim
(Swierdłowsk – obecnie Jekaterynburg). Ludwik i dziewczynki
pracowali w lesie, Stefania opiekowała się małym Ludwikiem i do
lasu ją nie wysyłano. Mieszkali w barakach z drewnianych bali,
utykanych mchem.
Przeżyli wszyscy – Ludwik dostał się do oddziałów Berlinga, z nimi, w Berlinie zakończył wojnę.
Przeżyli wszyscy – Ludwik dostał się do oddziałów Berlinga, z nimi, w Berlinie zakończył wojnę.
Stefania z dziećmi
wróciła do Polski. Najpierw do Sarn, gdzie mieszkała jej matka, a
potem już po wojnie na krótko do Izbicy niedaleko Zamościa i
wreszcie na stałe do Nowej koło Bolesławca. W Izbicy (a właściwie
w Krasnymstawie) urodził się Marian, a w Nowej ostatni syn Ludwika
- Bartek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz