piątek, 28 czerwca 2013

Sanok – wyjazd pierwszy: 27.05.2013

Nie znałem wcześniej Sanoka. Przejeżdżałem przezeń raz, czy dwa kierując się w Bieszczady i to wszystko. Pamiętałem jednak, ze Ciocia Zosia Osiadaczowa o Sanoku wspominała. Teraz jechałem w konkretnych celach. Pierwszy cel to Urząd Stanu Cywilnego, gdzie chciałem skopiować akt zgonu Antoniego Janiszewskiego z ksiąg parafialnych. Sprawa została załatwiona szybko. Kopii nie udało się uzyskać, a to ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych – urząd nie udostępnia ksiąg, od których zamknięcia nie upłynęło sto lat. Interesującą mnie księgę zamknięto w roku 1934, tak więc po kopię wybiorę się za lat trzydzieści jeden. Ale pozostawiłem w urzędzie wniosek o odszukanie aktu zgonu Filipiny Janiszewskiej (de domo Rychter-Pelikańczyk), matki Antoniego. Podałem datę początkową od której należało szukać – rok 1903. Taki wniosek wysnułem patrząc na znaną nam już fotografię, na której widnieje Filipina – to ta najstarsza:


Widząc dzieci (których daty urodzenia przecież znam) określiłem w przybliżeniu datę wykonania zdjęcia na 1905 rok. Ocena wieku może być niedokładna, więc dodałem dwa lata z tytułu możliwego błędu i stąd wziął się rok 1903.
Wniosek w urzędzie został, a my z Zosią pojechaliśmy do Archiwum Państwowego, naszego celu numer dwa.
To był mój debiut poszukiwawczy w jakimkolwiek archiwum. Nie bardzo wiedziałem jak zabrać się do rzeczy, ale dzięki pomocy pana tam pracującego poszło gładko. Zależało mi na danych dotyczących nauki Dziadka Mariana w C.K.Gimnazjum Wyższym w Sanoku. I dane są!

Źródło wiedzy to tzw.katalogi gimnazjalne. Sporządzano je corocznie dla każdej klasy w szkole, mają formę zeszytów formatu nieco większego niż A4. Po zebraniu zeszytów ze wszystkich klas danego roku szkolnego przybierały one formę grubej, kilkukilogramowej księgi


Pierwsza strona katalogu dla klasy Ib , do której w roku 1906/1907 uczęszczał Marian Janiszewski


I bliższe dane gimnazjalisty:


Są i dane ojca, Antoniego, czarno na białym jest napisane, czym się zajmował: "buchhalter fabryki w Sanoku przy ul.Kolejowej". Na innym dokumencie uzupełnienie: "urzędnik fabryki wagonów". Fabryka nosiła wtedy nazwę "Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Budowy Wagonów i Maszyn, przedtem Kazimierz Lipiński" Była największym tego typu zakładem w Monarchii Austro-Węgierskiej. A po II Wojnie Światowej to nasz swojski "Autosan", produkujący autobusy.

W klasie IIc, w roku szkolnym 1907/1908 młody Marian "przespał" drugie półrocze i był zmuszony repetować.
Wygląda na to, że repetował dwukrotnie – nie otrzymał promocji do klasy trzeciej także będąc uczniem klasy IIa w roku 1908/1909.
Ale do trzech razy sztuka, w roku szkolnym 1909/1910 klasę IIa ukończył, a w roku 1910/1911 był uczniem klasy IIIa. W trakcie roku szkolnego przeniósł się do Lwowa, a w dokumencie szkolnym widnieje data odejścia - 13.11.1910


Było to niedługo po śmierci ojca, Antoniego Janiszewskiego. Antoni zmarł 27.X, a pochowany został 29.X.1910. Decyzje w rodzinie zapadły szybko, przypuszczam, że było tak:

Siostra Antoniego, Maria była żoną inżyniera budownictwa, Władysława Adamczyka mającego stanowisko Radcy Budownictwa przy Namiestnictwie we Lwowie. Była więc zapewne dobrze sytuowana i pragnęła pomóc żonie zmarłego brata, która została sama z trójką dzieci. Wzięła więc do siebie Mariana, który trzecią i potem czwartą klasę ukończył już we Lwowie - w VII Gimnazjum (filia) – z niej świadectwo już prezentowałem.

Prócz świadectw Mariana odnaleźliśmy także w Archiwum Państwowym w Sanoku dokumenty dotyczące jego starszej siostry, Zofii Janiszewskiej. Zofia była uczennicą Prywatnego Wyższego Instytutu żeńskiego naukowo-wychowawczego. Klasę pierwszą ukończyła w roku 1908, drugą rok później:

                          


Po pracy w archiwum wyjeżdżałem z Sanoka mając pewność, że jeszcze tam wrócę...


niedziela, 23 czerwca 2013

Przeworsk – wyjazd pierwszy: 27.05.2013

Zanim doszło do wyjazdu były kontakty telefoniczne z kancelarią parafialną przy Bazylice p.w. Świętego Ducha w Przeworsku. Poszukiwałem informacji o śmierci Wiktora Janiszewskiego, mojego Prapradziadka. Ciotka Maria Adamczykowa napisała o nim, że był aptekarzem w Przeworsku i że zmarł w roku 1863. Data znamienna, więc nasuwa się pytanie – czy miało to związek z Powstaniem Styczniowym?
Kancelarię parafialną prowadzi Pan Stanisław Markowski – bardzo mu przy tej okazji dziękuję za okazaną pomoc. Pan Stanisław odszukał akt zgonu Wiktora. Okazało się, że zmarł on w roku 1861, a nie w 1863 – czyli bohaterem Powstania Styczniowego nie był.
Oto dokument:
Wiktor zmarł młodo, miał 40 lat. Przyczyna śmierci: "veneno se interficiens in delirio". Oznacza to, że chyba zginął śmiercią samobójczą po zażyciu trucizny, będąc w stanie zaślepienia, niepoczytalności...
Dlaczego?
Poczytałem trochę o dawnych aptekach i dawnych aptekarzach. Zamieszczam cytat z jednego z wydawnictw Podkarpackiej Izby Aptekarskiej:

"Życie nie rozpieszczało galicyjskich farmaceutów. Po ukończeniu trudnych i kosztownych studiów czekała na nich praca, trwająca po kilkanaście godzin na dobę, nocne pobudki w czasie bezustannego dyżuru i to wszystko bez dnia wolnego, bez urlopów i w dodatku za kiepską zapłatę.
Wielu farmaceutów-pracowników takiej presji nie wytrzymywało, a czasopisma aptekarskie donosiły w każdym niemal numerze o kolejnym młodym koledze, który otruł się strychniną, lub sięgnął po rewolwer by zakończyć swe złamane życie.
Ci jednak, którzy przetrwali ten początkowy, najtrudniejszy okres, z czasem hartowali się i zaczynali marzyć o własnej aptece. Zaczynał się czas wyrzeczeń, oszczędzania i wreszcie niełatwych starań o uzyskanie koncesji. Jednak nawet farmaceuta, nazywający się już dumnie „aptekarzem”, co dawniej oznaczało wyłącznie właściciela apteki, nie mógł być o swój los spokojny. Obroty większości aptek prowincjonalnych ledwie starczyły na utrzymanie rodziny, a powstanie w miasteczku konkurencyjnej drogerii często kończyło się kolejną wiadomością o koledze, który odebrał sobie życie i osierocił gromadkę małoletnich dzieci.
Warto pamiętać, że dawny, prowincjonalny aptekarz, częściej zastanawiał się nad tym, czy ubranie starszego dziecka wytrzyma jeszcze na młodszym, aniżeli – jaki nowy obraz kupić do swej kolekcji... "

Wiktor osierocił dwójkę dzieci - Antoniego i Marię.
Pan Stanisław odszukał także ich akty urodzenia:



To nie tylko informacje o dacie urodzenia i dacie chrztu. Jest nazwisko księdza który ochrzcił Antoniego - to Marceli Misiągiewicz (w Przeworsku jest ulica Misiągiewicza). Jest numer domu gdzie mieszkali – 137. Są nazwiska położnych – Katarzyna Harsche i Katarzyna Strutyńska. Dowiadujemy się też, że Antoniemu nadano rozbudowane imiona – Antoni z Padwy i Jan Nepomucen. Maria była dwojga imion – Marianna Romualda. Ochrzcił ja ksiądz Antoni Frączek. Rodzice chrzestni Antoniego to Antoni Misiągiewicz, poczmistrz (brat księdza ?) i Michalina, żona Karola Wysockiego. Rodzicom chrzestnym asystowali Aleksander Tarłowski i Rozalia, żona Jana Kotarskiego.
Mariannę do chrztu trzymali Karol Bielawski, właściciel dóbr Nehrybka i Marcela Dobiasz, żona lekarza. Asystenci to znany nam już poczmistrz Antoni Misiągiewicz i Hipolita Janiszewska. Ta ostatnia to siostra Franciszka Janiszewskiego, ojca Wiktora.

Dotarliśmy do Przeworska – lało cały czas. Odwiedziliśmy Bazylikę, gdzie chrzczono dzieci Wiktora, skąd odbył swą ostatnią drogę ( o ile miał pogrzeb katolicki – kiedyś samobójców traktowano surowiej niż dziś). Byliśmy także w kamienicy nr 6 przy Rynku, gdzie w połowie XIX wieku była jedyna w Przeworsku apteka. W niej mógł pracować Wiktor Janiszewski.

środa, 5 czerwca 2013

Gdzie pochowano Pradziadka Antoniego?

Na pół roku blog zawiesił działalność. Doszedłem do wniosku, że czas na stworzenie jego wersji papierowej i tym się zająłem. I oto powstała książeczka


Skromna, zaledwie sto stron, zawiera w zasadzie to samo, co zostało napisane na blogu. Zamówiłem kilkanaście egzemplarzy, powinno wystarczyć dla wszystkich zainteresowanych.
Dzięki książce wyszły na jaw nowe dokumenty. Dlaczego dzięki niej?

Wydawałoby się, że wszystko co tu piszę mam już w głowie, poukładane i uporządkowane. Otóż nie. Myśląc o pradziadku Antonim i o jego śmierci w 1910 roku, ulokowałem miejsce jego pochówku w Lwowie. Ba, przecież będąc we Lwowie rok temu, próbowałem odszukać jakieś ślady na cmentarzu Łyczakowskim. Nie znalazłem ich w dokumentach administracji cmentarza, choć jakiegoś Antoniego Janiszewskiego uprzejma pani urzędniczka wychwyciła w komputerowej ewidencji. Nie zgadzał się jednak rok śmierci, a próba odszukania nagrobka zakończyła się fiaskiem. Swoją drogą, nie zdawałem sobie sprawy, czym są poszukiwania nagrobków na takim cmentarzu. Olbrzymi cmentarz jest podzielony na pola. Numer pola miałem i wydawało się, że nie jest problemem przeszukanie obszaru o powierzchni jednego hektara – bo takiej mniej więcej wielkości są pola.
Ale to jest problem. Spacerując alejkami widzimy groby położone w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Te są w miarę dobrze utrzymane, napisy można odczytać. Za to próba wejścia do wnętrza pola przypomina zagłębianie się w dżunglę. Większość mogił jest zarośnięta, napisy na nagrobkach pozacierane, czasem nagrobków nie ma wcale. Trzeba też pamiętać, że cmentarz jest położony w terenie pagórkowatym, często sąsiadujące ze sobą groby dzieli różnica nawet i metra wysokości. Wprawdzie nie poddałem się od razu i eksplorowałem tę Łyczakowską dżunglę, ale bezskutecznie.
Miałem także świadomość, że dziadek Antoni wcale nie musiał być pochowany na tym cmentarzu, wszak w dawnym Lwowie były i inne nekropolie...
Można też próbować poszukiwań w lwowskich księgach parafialnych, ale gdzie one są? Część z nich znajduje się w posiadaniu Archiwum Głównego Akt Dawnych, lecz dostępu do nich na razie nie ma – trwa proces rejestrowania akt na mikrofilmach, dziś nie są jeszcze udostępniane. Wchodzi także w grę ochrona danych osobowych...

Olśnienie przyszło w trakcie przygotowywania tekstu do publikacji książkowej. Znalazł się w niej między innymi wiersz napisany przez siostrę Antoniego, Marię z okazji śmierci brata. Napis pod wierszem brzmi: „Napisałam we Lwowie po śmierci ś.p. Brata Antoniego 1910 r.”

Otóż to! Napisała we Lwowie, co nie znaczy że Antoni we Lwowie zmarł!

Następne skojarzenie. Przecież sam odnalazłem dokument świadczący, że Dziadek Marian (syn Antoniego) w roku szkolnym 1909/1910 uczęszczał do drugiej klasy gimnazjum. A gdzie?
Bynajmniej nie we Lwowie, a w Sanoku!

A więc... Antoni Janiszewski najprawdopodobniej zmarł w Sanoku i tam należało szukać...

Zadzwoniłem do kancelarii parafialnej w Sanoku, gdzie stwierdzono, że księgi parafialne są w posiadaniu Urzędu Stanu Cywilnego w tymże mieście. Zadzwoniłem więc tam. Poproszono mnie o powtórny telefon za godzinę. Po godzinie zatelefonowałem ponownie. I co? Pradziadek Antoni się odnalazł... Zmarł w Sanoku w dniu 27 października 1910 roku, w wieku pięćdziesięciu dwóch lat.

Informacje w księdze parafialnej podano po łacinie. Przyczyna śmierci - „marasmus”, czyli wyniszczenie, zapewne powstałe wskutek jakiejś ciężkiej choroby. Data śmierci – 27.X.1910. Data pogrzebu 29.X.1910. Jest także numer domu w którym mieszkał – 224.

Najważniejsze, że podano wiek zmarłego – 52 lata. A więc urodził się w roku 1858. Gdzie? Może w Przeworsku. Tak by wynikało z tekstu Ciotki Marii Adamczykowej, która pisze o Wiktorze, ojcu Antoniego, że był aptekarzem w Przeworsku i tam zmarł w roku 1863.

Tak więc następny etap poszukiwań – Przeworsk!


środa, 12 grudnia 2012

Nowe, stare zdjęcia

Przybyło sporo fotografii. Dzięki Cioci Alinie z Mirska, oraz dzięki Piotrkowi Fabiańskiemu z Wrocławia.

No to po kolei, zaczynając od najstarszych.

Na początek ojciec Heleny Szyndler, mój Prapradziadek. Nie znam imienia antenata, ale fotografia jest. Wiadomo o nim tyle, że był z Warszawy. 
 



A tu Helena Szyndler. Na pierwszym zdjęciu sama, na drugim ze swoją córką, a moją Babcią, Romaną. To drugie na odwrocie jest opatrzone dedykacją i datą: Na pamiątkę mojemu drogiemu synowi od Matki. Dn 22 lutego 1917.





Tutaj Babcia Roma. Z tyłu zdjęcia dedykacja: Najdroższej Franusi od szczerze kochającej Romy. Włodzimierzec 20/VI 1923 r.


I Józef Fabiański na dwóch fotografiach. Przy okazji nowa informacja, od Cioci Aliny. Józef Fabiański miał braci, ponoć czterech. Jeden z nich, Roman mieszkał w Cepcewiczach – też na Wołyniu, niedaleko od Sarn.




Dekoracja na drugiej fotografii ta sama, która służyła za tło Helenie i Romanie. Powtórzy się ona jeszcze raz na fotografii Bronisława Fabiańskiego.


Bronisław w mundurze, zapewne wojsk carskich. Z tyłu dedykacja i data: Kochanemu bratu od B.Fabiańskiego. 19 czerwca 1917 roku, Adolfów


A ta fotografia to sama egzotyka. Na niej żołnierz carski Bronisław Fabiański ( z wojskowych pierwszy od lewej) w otoczeniu kolegów i miejscowej ludności. A jakie to miejsce? Zapewne centralna Azja – a sądząc po strojach - Afganistan, Pakistan, Tadżykistan ?


I następne zdjęcia Bronisława, z żoną, Franciszką.


Kolejną fotografię wykonano we Włodzimiercu. Wprawdzie nie ma opisu, ale informacje odnalezione w internecie pozwalają zidentyfikować pałac widoczny na zdjęciu. W środku leży Bronisław, stoi druga z prawej Franciszka, a obok niej jej siostra Alicja, pod nimi, z brodą ich ojciec – leśniczy Radwański.


Na tej fotografii Bronisław stoi z tyłu – najwyższy. Obok niego Franciszka. Alicja z lewej, leśniczy Radwański drugi z prawej.

.

I tu też Bronisław z teściem, po polowaniu.


Sądziłem, że Bronisław i Franciszka byli bezdzietni. Okazuje się, że mieli syna, Mieczysława. Według relacji Cioci Aliny wstąpił on do jakichś oddziałów  (partyzantka?, samoobrona?) w czasie eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu – i zginął.

A tu Zygmunt Fabiański.


Na tej fotografii, najniżej, żona Zygmunta – Konstancja Szkwarkowska. Obok niej jej siostry – Wala i Kama. Dedykacja na odwrocie: Na pamiątkę Marysi. Bereżnica, dn 14/VIII. 1927 r. i pieczątka zakładu fotograficznego „Sztuka” Równe ul.3-go Maja Nr 101



Najmłodszym dzieckiem Heleny i Józefa Fabiańskich (nie licząc ósmej, Ireny, która zmarła w wieku niespełna roku) była Maria – mama Cioci Aliny.

Przypuszczam, że jest ona na tej fotografii, siedząca pierwsza z prawej. Tekst w dole zdjęcia: Na Pamiątkę Zacnemu Księdzu Proboszczowi od wszystkich Szkół Jego Parafii. Bereżnica 1931. IX. 19


Tu Maria już nieco starsza, przy okazji występu w teatrze amatorskim.


A tu z mężem, Wiktorem Czeszejko – Sochackim i córką Aliną.


Na następnej fotografii Alina ( w środku) z bliźniaczkami Krystyną i Danutą, córkami Ludwika Fabiańskiego, lata 50 – te XX wieku.


Skoro jesteśmy przy Ludwiku Fabiańskim, to i jego zdjęcie.




Ludwik z żoną, Stefanią.


I jeszcze jedna fotografia Stefanii i Ludwika – tu oboje już w starszym wieku



Wraz z nimi Józefa Łopusiewicz – siostra Ludwika, żona zabitego w Katyniu policjanta, Marcina Łopusiewicza.
A tak wyglądała Józefa (może jeszcze Fabiańska, a może już Łopusiewiczowa) znacznie, znacznie wcześniej...




piątek, 9 listopada 2012

Co jest w księgach parafialnych w Tumlinie.

Wreszcie doszło do skutku spotkanie z księdzem proboszczem z kościoła w Tumlinie. Są księgi, są interesujące mnie wpisy.
Zacznę od najwcześniejszego, dotyczącego śmierci mojej Prababki Franciszki Janiszewskiej.


„Działo się we wsi Tumlin dnia piętnastego lutego tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku, o godzinie dziesiątej rano stawili się: Stanisław Kiniorski i Józef Kiniorski, obydwaj pełnoletni przemysłowcy z Samsonowa i oświadczyli Nam, że dnia wczorajszego o godzinie jedenastej rano w Samsonowie zmarła Franciszka z Maruszczakowskich Janiszewska wdowa, lat siedemdziesiąt siedem licząca, urodzona Trembowli powiat Brzeżany Małopolska, zamieszkała w Samsonowie, ewakuowana z Lwowa, córka Gabryela Maruszczakowskiego i Leokadii z Horwatów. Akt ten stawającym świadkom przeczytany, przez Nas” - w podpisie ksiądz K.Morak (?)

Prababka urodziła się więc w roku 1868. Gdzie? Napisano, że w Trembowli, ale czy to prawda? Trembowla nie leżała w powiecie Brzeżany, sama była miastem powiatowym. Wypada mi jeszcze sprostować moje przypuszczenie co do nazwiska Horwat. Wygląda na to, że z Chorwacją nie ma nic wspólnego, za to z Węgrami – bardzo możliwe. To nazwisko jest bardzo popularne u braci Węgrów.
Ale to czysta spekulacja, oparta wyłącznie na brzmieniu nazwiska.

I jeszcze fotografia Franciszki Janiszewskiej.


Jako następna znalazła miejsce na cmentarzu w Tumlinie (w innym grobie niż matka – niestety nie wiem gdzie) córka Franciszki, Jadwiga Eichel. Zmarła mając 51 lat, w dniu 9 czerwca 1951 roku. Treść wpisu w księdze nie jest już tak obszerna jak w przypadku Franciszki. W rubrykach księgi wpisano co następuje: Jadwiga Janina Eichel urodzona 27.I.1900 roku w miejscowości Dobromil powiat Przemyśl, zmarła 9.VI.1951 roku w Zabrzu, pochowana 13.VI.1951 roku w Tumlinie. Rodzice: Antoni Janiszewski i Franciszka z d.Maruszczakowska. Nieżyjący mąż Fryderyk Stanisław Eichel.
Akt zgonu, który przysłano mi z Zabrza zawiera te same dane.

Także w Tumlinie, w tym grobie co i matka, leży Zofia Osiadaczowa. W księdze parafialnej jest tylko wzmianka o pochówku, więcej danych zawiera akt zgonu przysłany również z Zabrza:
Osiadacz Zofia Kornelia, wdowa, urodzona 31 marca 1893 roku w miejscowości Wiśniowczyk, zmarła 18.X. 1977 roku w Zabrzu. Małżonek osoby zmarłej – Wiktor Osiadacz.

W dzień Wszystkich Świętych byłem znowu w Tumlinie i jak co roku zapaliłem lampki na grobie w którym leżą Dziadek Marian, Babcia Roma, Ciocia Zosia i Prababcia Franciszka. Nie wiem gdzie jest grób Cioci Jadwigi, ale jedno światełko było dla Niej.


poniedziałek, 3 września 2012

Kapral Zdzisław Janiszewski - „Matros”.

Samsonów kojarzy mi się z dzieciństwem, ale także z opowiadaniami Taty związanymi z okresem II wojny światowej. Bardzo przemawiała do mojej wyobraźni historia samotnego żołnierza, który zginął 6-go września 1939 roku, osłaniając odwrót swojego oddziału.
Młody student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Karol Henigsman , poległ tego dnia w Samsonowie. Walczył do samego końca osłaniając odwrót swoich kolegów. Jego symboliczny grób znajduje się na cmentarzu w niedalekim Tumlinie, a miejsce śmierci upamiętnia krzyż. W latach siedemdziesiątych zrobiłem to zdjęcie.


Dziś to miejsce wygląda już inaczej, prosty, brzozowy krzyż zastąpiono metalowym.

Opowiadał też Tato o oddziale „Hubala”, który w końcu marca 1940 roku dotarł w okolice Samsonowa. Po kilku dniach walk z Niemcami, stuosobowy oddział skurczył się do dwudziestu żołnierzy. Najwyższą cenę zapłacili też mieszkańcy Szałasu, leżącego kilka kilometrów od Samsonowa, a w którym kwaterowali „hubalczycy”. 68 osób zginęło z rąk hitlerowców, wieś spalono.

Tato w 1939 roku miał 12 lat, na żołnierza był więc za młody. Ale już w 1942, mając piętnaście lat, został członkiem organizacji podziemnej. Był to oddział Kadry Polski Niepodległej, dowodzony przez Pawła Stępnia, „Gryfa”. Po wojnie dowódca oddziału wystawił zaświadczenie potwierdzające ten fakt.




Jest też zaświadczenie wystawione przez Komendanta Głównego b. KPN, ppłk. Lechicza – Celicę.


Kolejna opowieść wiąże się z wydarzeniami z marca 1943 roku. Dziewiątego marca na szosie Odrowąż – Samsonów oddział „Gryfa” uwolnił trzydziestu Polaków aresztowanych tego samego dnia przez Niemców.
W dniu następnym hitlerowcy zamordowali sześć osób z Samsonowa: policjanta Dulębę (członka KPN), Antoniego Czernichowskiego, Frydrychową, oraz żonę i córki (18-letnią Barbarę i 20-letnią Danutę) sekretarza gminy, Jasińskiego – jego akurat nie było na miejscu, więc ocalał.

Wiele z wydarzeń okresu wojny w Samsonowie opisanych jest w książce Jana Pietraszka „Zawiszy” - „Mój Samsonów”. Także i to opisane wyżej.

Inne dramatyczne wydarzenia, o których wiem z opowiadań Taty miały miejsce w dniu 29 czerwca 1944 roku. Niemcy od trzech stron wjechali do Kołomani, gdzie w tym czasie przebywał „Gryf” - nawiasem mówiąc był to dzień jego imienin. Byli z nim oficerowie z Kielc, którzy tego dnia wręczali mu awans na porucznika i odznaczali z a zasługi w walce z Niemcami. Ostrzeżony „Gryf” wycofał się do lasu, gdzie był jego oddział. Mieszkańcy wsi też uciekali do lasu, ale dziewiętnaście osób zostało aresztowanych. Sześciu mężczyzn rozstrzelano na miejscu. Wśród nich byli koledzy Taty – Ryszard Grzybowski, Ryszard Fert i Tadeusz Dulęba.

Są na tym zdjęciu, to ci w „oficerkach”


Pochowano ich na cmentarzu w Tumlinie. Co roku w dzień Wszystkich Świętych palimy na ich grobie lampkę.
Tata na tej fotografii z tyłu za nimi, obok brzozy.

W czasie wojny Tato pracował w tartaku w Samsonowie, u Józefa Kubali.



W dniu 15-go czerwca 1943 roku w Kielcach przeprowadzono skuteczny zamach na Franza Wittka, szefa siatki konfidentów Gestapo na Kielecczyźnie. W składzie grupy zamachowców było czterech żołnierzy z oddziału „Gryfa”.
Przed zamachem podejmowano działania obserwacyjne - Tato kilkakrotnie jeździł do Kielc w tych właśnie celach. Jak opowiadał, na czas obserwacji otrzymał służbowy zegarek.

To zdjęcie Taty zrobiono w Kielcach.



Pewnie to fotografia powojenna, ale możemy wyobrazić sobie, że to „Matros” wykonujący swoje odpowiedzialne zadanie wczesną wiosną 1943 roku...


niedziela, 29 lipca 2012



Podporucznik Marian Janiszewski - „Ostoja”

Starszy wachmistrz Marian Janiszewski, żołnierz 6 Batalionu Telegrafistów został wzięty do niewoli 19-go września 1939 roku w Laskach Szlacheckich koło Ostrołęki i przebywał w obozie jenieckim Stalag XIII A Nurnberg (Norymberga). Dane dotyczące obozu są na portrecie Dziadka, sporządzonym przez współwięźnia, Zygmunta Saneckiego. To ten portret


Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach – Opolu dysponuje wykazami jeńców niemieckich z okresu II Wojny Światowej. Odszukano dokumenty dotyczące Dziadka – oto pierwszy


Ten dotyczy Stalagu XIII A w Norymberdze, w którym Dziadek przebywał niespełna rok, do 5-go sierpnia 1940 roku.

I drugi


Z tego wynika, że przybył do Stalagu XXIA Schildberg (Ostrzeszów) w dniu 7-go sierpnia 1940 roku, i dwa dni później został zwolniony z obozu. Miesiąc po nim, 4-go września wrócił do Warszawy autor rysunku, Zygmunt Sanecki.

Po powrocie z obozu Dziadek pracował w Urzędzie Gminy w Samsonowie, co poświadcza ten dokument





Był członkiem ruchu oporu w organizacji Kadra Polski Niepodległej (później włączonej do struktur AK), w stopniu podporucznika. Najpierw posługiwał się pseudonimem „Skalski”, później „Ostoja”.
Potwierdzają to poniższe dokumenty.